wtorek, 11 marca 2014

Wojtuś Biliński


Wojtek urodził się bez sporej części kości piszczelowej w prawej nóżce. Jedyne co może uratować nóżkę przed amputacja,to operacji i rehabilitacja w USA.


Pomóż Wojtkowi stanąć na własnych nóżkach!
Fundacja Dzieciom "Zdążyć z Pomocą" 
Bank BPH S.A. 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615 
Tytułem: 20901 - Biliński Wojciech - darowizna na pomoc i ochronę zdrowia 

Przekaż 1% podatku
KRS 0000037904 
Cel szczegółowy 1%: 20901 Biliński Wojciech


Więcej o Wojtku:
Gdy Wojtuś był jeszcze malutki, dostał nieudany prezent w postaci adidasów. Leżały one sobie w zabawkach, czasem miś je założył. Wojtuś nie mógł, bo spadały z wykrzywionej, mniejszej stópki. I w ogóle nie lubił butów. Parę dni temu przyniósł mi je i kazał sobie założyć. Buciki są już za małe, ale Wojti tak się uparł, że w końcu je wcisnęłam na nóżki. Ile szczęścia było, ile radości. Tylko mi smutno...Próbował wstać na nich. Ale się nie dało. Wyglądało to tak, jak by myślał, że gdy założy butki to przecież wstanie. Inni tak mają. Ale nie Wojtuś. I musieliśmy zdjąć. Bo butki przeszkadzają jak się "chodzi" na kolankach. Ale obiecuje Wojtuś, że jak już będziesz chodził to kupie Ci 100 par bucików, ile tylko będziesz chciał! 

Pamiętam, gdy podczas usg w ciąży doktor powiedział, że jest tam jakaś niewielka wada. Pamiętam, jak nam mówili po porodzie, że wada nooo...ciężka, ale w Warszawie powiedzą nam lepiej. Powiedzieli. Stopa końsko-szpotawa. Do wyleczenia. Ewentualnie się amputuje. 

Prawdziwą diagnozę usłyszeliśmy przypadkiem, w telewizji. Oglądaliśmy program o chłopcu, który miał jechać do USA, żeby leczyć nóżkę. Podgłośniliśmy, słuchając historii chłopca w totalnym otępieniu - jakbyśmy słyszeli o naszym Wojtku. Po tym programie pojechaliśmy do lekarza z konkretnym pytaniem: czy nasz Wojtuś ma hemimelie tibia? Wtedy pierwszy raz usłyszeliśmy - tak, oczywiście, a to Państwu nikt nie powiedział? Nie powiedział.

Wtedy okazało się, że, Wojtuś może nigdy nie chodzić na swoich nóżkach. Że ponad 1,5 roku mamy w plecy. I krzyczeć mi się chciało. I wyłam. Bo życie nikogo nie przygotowuje do kalectwa dziecka... 

Wada nóżki Wojtka występuje raz na milion urodzeń. Nie wiadomo, dlaczego tak się stało. I nikt w domu już o to nie pyta. Wojtek ma częściowy brak piszczela w prawym podudziu, przerost kości strzałkowej i całkowicie stopę szpotawą. Po prostu stópka wygięta do środka nóżki. Lekarze w Polsce rozkładają ręce. Nie potrafią pomóc i uważają że najlepszym rozwiązaniem jest amputacja i protezowanie do końca życia. Ale jest ktoś, kto od 25 lat „naprawia" takie nóżki. Jest to dr Paley z USA.

Po 7 miesiącach leczenia Wojtek mógłby chodzić. Zamiast amputacji nóżki, która jest jedynym rozwiązaniem proponowanym przez polskich lekarzy. I żaden nie chce wystawić zaświadczenia, że nie umie Wojtkowi pomóc. A to jest warunek refundacji leczenia w Stanach przez NFZ. Od rozpoczęcia leczenia dzieli Wojtka jeden papierek, który wydaje się nie do zdobycia, bo kolejni lekarze odmawiają podpisania zaświadczenia, chociaż żadnej nie potrafi pomóc Wojtkowi, zalecając amputację i życie na protezach. Jedyną szansą jest zebranie kwoty potrzebnej na leczenie - ponad 300.000 zł. 

Ciągle słyszę, że powinnam się cieszyć, że Wojtek ma tylko chorą nóżkę. Jakie to mam szczęście, że nie jest śmiertelnie chory. Wiem. Każdego dnia dziękuję Bogu za zdrowie moich dzieci. I współczuję wszystkim rodzicom, którzy mają poważniej chore dzieci. Ale do jasnej ciasnej - mój syn nie chodzi! I dla mnie jest to osobista tragedia. Dla każdego rodzica każda choroba jest osobista tragedią. Czy to wada genetyczna, ospa, katar, czy chora nóżka. Każdy rodzić boi się. 

Wojtka od lekarza, który uratuje jego nóżkę i sprawi, że będzie chodził, dzielą tysiące kilometrów. Jednak ta odległość jest do pokonania, w przeciwieństwie do innej - 300.000 zł, która jest prawdziwym wyzwaniem serc. Błaganiem o pomoc. Biciem głową w mur. Bezsilnością wobec systemu, w którym jeden podpis mógłby odmienić życie Wojtka. 

Pomóżmy Wojtusiowi pojechać na leczenie. Pomóżmy uratować nóżkę. Dajmy mu szansę wybiegać się, wyskakać, wytańczyć za te wszystkie dni uwięzione w jego ciele. Pomóżmy mu założyć upragione buciki. I odpowiedzieć po stokroć "tak" na pytanie: "Profesoru (wymowa oryginalna Wojtusia), naprawisz mi nogę?"








Ratować nóżki do doktora Paley'a pojechała m. in. Antosia Wieczorek:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz